Nową "Pięćsetką" przez całą Polskę? Ależ tak!

Fot. JK
Ile ja się napodróżowałem w swoim życiu, Bóg jeden wie. Ile się napodróżowałem dobrymi autami - no, to akurat mogę policzyć na palcach obu rąk. Ostatnio miałem właśnie taką przyjemność. Przyjemność razy 500.

Bylibyście naprawdę zdumieni, podobnie jak zdumiony byłem ja, gdybyście otwarli drzwi tego samochodu i wsiedli do niego. czy też raczej; rozsiedli się w nim wygodnie. Z pozoru - taka sobie żaba, nic wielkiego. Jakbyście wsadzili słomkę w rurę wydechową poczciwego Fiata 500 i dmuchnęli go trochę. Wtedy poszerzyłby się, powiększył - i mielibyście Fiata 500 L. takiego, jakim wymarzyłem sobie dotrzeć na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa.

Zdarzenie nr 1, czyli "auto o urodzie nienachalnej"

Ile zrobił Fiat dla ŚDM - możecie przeczytać choćby tutaj:
|"500" dla ŚDM

Myślę sobie: zadzwonię do jakiegoś porządnego dilera, zapytam, czy pójdzie na szalony układ: wsiądę w nową "pięćsetkę" L i zobaczę, czy da się tym jechać na drugi koniec Polski.
Porządnym dilerem okazał się byc bydgoski Autex. - Nie ma sprawy - mówią - proszę jechać.
Jadę więc do nich, patrzę - i oczom nie wierzę: delikatnie mówiąc auto nie zachwyca od pierwszego wejrzenia. Ale...


Nie ufajcie pierwszemu wrażeniu
Ale wystarczyło wsiąść, żeby się zakochać. Przestrzeni - jak w vanie. Szczegóły - dopracowane. Multimedialna kierownica uprzyjemnia życie. Potężny bagażnik pomógł mi zapakowac wszystko, czego potrzebowałem - bagaże dla pięciu osób, gitarę, kota z kuwetą, a gdybym jeszcze chciał zapakować oryginalnego Fiata 500 - tez pewnie nie byłoby z tym kłopotu. Tego fiata, który służył wolontariuszom ŚDM:


Wewnątrz mnóstwo schowków, schoweczków i - powtarzam - przestrzeń. A raczej PRZESTRZEŃ. No i dbałość o szczegóły:




Ale jak się tym jedzie?
Wspaniale. Spalanie nie za wielkie (poruszałem się autem w benzynie, pojemność silnika 1,4 T-jet; spalałem jakieś 7 litrów na 100 km). To, że zwracałem uwagę innych kierowców linią auta, to jedno. To, że patrzyłem na nich z góry dzięki regulowanym siedzeniom - to drugie. To, że przyspieszałem płynnie do setki to trzecie, a to, że nawet nie spostrzegłem się, kiedy dotarłem do celu - to czwarte.
jeśli miałbym się czegoś czepić, to może lekkie przechyły auta na boki przy ostrzejszym wchodzeniu w zakręty, ale przy takich parametrach nadwozia trudno, by było inaczej.


Reasumując...
Bierzcie go wszyscy, którzy potrzebujecie dobrego rodzinnego auta w przyjaznej cenie. Nie zawiedziecie się. mam porównanie: dotąd jezdziłem kilkoma vanami, w tym amerykańskim Voyagerem - jest blisko, naprawdę blisko. Chociaż przy Chryslerze Voyagerze Fiat 500L wygląda jak mikrus, to wnętrza się nie powstydzi.
O, tu macie dobrą reklamę całej rodzinki:

A ŚDM? No cóż: dojechałem tam, ale nie wpuszczono mnie bliżej, niż na rogatki. Co tam przeżyłem, to już moje.


Partner:

Trwa ładowanie komentarzy...