O autorze
Opowiadania opowiadacza. Piszcie: roshi2@wp.pl

Pasażerze: przeczytaj, zanim kichniesz!

http://alexheffes.com
Jestem pewien, że gdyby Sweeney Todd odkażał swoje mordercze narzędzia według wskazówek unijnych, dziś wspominalibyśmy go znacznie cieplej.

W ostatnim tygodniu wpadły mi w ręce ulotki Sanepidu, który – stosując tę sprawdzoną, poczciwą metodę – rozkłada je co czas jakiś po gabinetach lekarskich. Ponieważ akurat nie miałem co czytać, rzuciłem okiem na jedną czy drugą ulotkę. Po czym groza chwyciła mnie za gardło.
Czy wiecie, jakie
hiobowe wieści
dochodzą z gabinetów fryzjerskich? Ja nie wiem, bo już od dawna nie jestem na bieżąco z fryzjerami, ale Wy?? Otóż okazuje się, że Sodoma z Gomorą były dziecinnymi placami zabaw w porównaniu z tym, co się dzieje u mistrzów brzytwy i nożyc . Zachodząc tam - celem np. skrócenia baczków - można utracić życie i to w wymyślnych męczarniach.
Tak się przestraszyłem, że chociaż ostatnio byłem u fryzjera nie pamiętam kiedy, postanowiłem sobie jeszcze solenniej nie wchodzić do tych zamtuzów, w których – o zgrozo – nie dezynfekuje się w wystarczający sposób brzytew ani nożyc. Tak napisano w ulotce. Powoduje to szereg przykrych wypadków, o których – niestety – nie wspomina się we wspomnianym druku. Co za szczęście, że ich mamy – tych dzielnych ludzi z Sanepidu. Co za szkoda, że nie działali w XVIII-wiecznym Londynie. Jestem przekonany, że gdyby nakłonili Sweeney’a Todda, by odkażał swoją brzytwę regularnie i zgodnie z normami obowiązującymi w Unii, dziś wspominalibyśmy go dużo cieplej.
Ponieważ mam w naturze pewien rys masochistyczny, postanowiłem nastraszyć się jeszcze bardziej i sprawdzić,
co jeszcze czeka mnie u fryzjera,
gdybym oczywiście w napadzie jakiegoś obłędu zechciał tam pójść. Niestety – na ten temat nie ma już ani słowa, nawet na stronach netowych tej instytucji. Aby więc jakoś zbilansować sobie poziom adrenaliny w organizmie, zdecydowałem się przeczytać znaleziona wiszącą na stronach pewnego wojewódzkiego oddziału tej instytucji pracę wielu autorów (niestety – niewymienionych z nazwisk) pt. „Chroń przed grypą siebie i innych”.
Co za lektura! Czy wiedzieliście na przykład, że grypa przenosi się droga kropelkową? Ja co prawda wiedziałem to już od trzeciej klasy szkoły podstawowej, ale przecież powtarzanie jest matką nauki i
nigdy dość wdzięczności
dla tego zespołu dzielnych ludzi, którzy – zapewne zbiorowym wysiłkiem intelektualnym – wpadli na to i postanowili ogłosić. Nie wiedziałem natomiast, że jedną z metod ustrzeżenia się grypy jest zachowanie „higieny oddychania”. Co to takiego, u licha – głowiłem się przez parę sekund, póki nie doczytałem, że chodzi o to, żeby po prostu kichać w jednorazową chustkę. Zatem należałoby raczej mówić o higienie kichania, ale nie czepiajmy się drobiazgów, wszak najwyraźniej pieniędzy starczyło tylko na zatrudnienie grona specjalistów od grypy, a na językoznawcę zabrakło.
Jestem też pewien, że aż do dzisiaj nie zdawaliście sobie sprawy, jakie są podstawy surwiwalu w zagrypionym autobusie. Nieoceniona ulotka spieszy nam wszystkim z pomocą w tym zakresie. Otóż jeśli nie masz chusteczki, a musisz kichnąć – musisz kichnąć w zgięcie łokcia. To przecież naturalne. Jeśli masz akurat kurtkę od Versacego w kolorze lila róż, lub kosztowne futro z białych lisów polarnych - pewnie zafajdasz je sobie na amen, ale kto by się tym martwił, gdy wokół szaleje rozochocona grypa. Lepiej przecież paradować w zasmarkanym palcie, rozsiewając zarazki po mieście, niż kichać drugi raz z jednorazową chusteczkę. Dużym brakiem jest to, że poradnik nie wspomina co zrobić, jeżeli cierpisz na wrodzony przykurcz szyi bądź masz nienaturalnie długie kości ramion. Być może będziesz musiał poprzestać na osmarkaniu sobie barku, a to już jest pierwszym krokiem do wygubienia ludzkości.
Należy także – dowodzą z surową sumiennościa autorzy – „unikać kontaktu twarzą w twarz z innymi podróżnymi”. Brak szczegółowych instrukcji, jak to zrobić w zatłoczonym autobusie, uważam za poważne niedociągnięcie publikacji.
Czy w godzinach szczytu mam
jechać na dachu tramwaju,
czy też położyć się płasko na jego podłodze? Niewykluczone, że wystarczy po prostu założyć sobie papierową torbę na głowę, ale nie mamy pewności w tej materii, a spece zostawili tę kwestię niedoprecyzowaną. Podobnie jak tę, aby w „środkach transportu zbiorowego” unikać „dotykania powierzchni i elementów jego wyposażenia”. Czego się zatem trzymać? Jak zwisać? Idealnym rozwiązaniem byłoby podróżowanie w komorach deprywacyjnych, zamontowanych na podwoziu, lecz z tym wiążą się przecież jakieś koszta i nie wiem, czy miejscy przewoźnicy gotowi są wziąć je na siebie w całości.
Reasumując: publikacje potrzebne i ważne, poruszające wiele aspektów zarówno tej groźnej choroby (która już jesienią będzie nas dziesiątkowała) jak i podróżowania w dziwaczne sposoby, ku radości współpodróżnych. Brawo! I oby więcej takich wydawnictw. Ostatecznie gdy PiS wywalił kabarety z telewizji, my, ludzie inteligentni musimy czymś paść nasz zmysł humoru.
Trwa ładowanie komentarzy...